Czego oczy nie widzą. Prawo i prawodawstwo dziś.

Temida nie widzi. Jednak nie dlatego, że jest niewidoma. Ale dlatego, że ktoś zawiązał jej oczy. Czy słusznie?

Dużo się mówi o wadach systemów, które regulują nasze codzienne życie. Wciąż brakuje nam jednak działań oddolnych, albo przynajmniej głośnego i merytorycznego mówienia o danym temacie.

W kontekście jednego z bardziej medialnych wątków ostatnich lat, odnotować trzeba, że właśnie weszła w życie Ustawy z dnia 20 grudnia 2019 r. o zmianie ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych, ustawy o Sądzie Najwyższym oraz niektórych innych ustaw. Ta, o którą było tyle szumu medialnego w ramach tzw. reformy sądownictwa.

Po pierwsze… Szkoda, wielka szkoda, że ustawodawca tak mocno i namiętnie nie pochyla się nad innymi, w moim odczuciu, ważniejszymi aktami normatywnymi rangi ustawowej, które miałyby wprowadzić istotne i bardzo oczekiwane przez środowiska związane z szeroko pojętym prawem w Polsce (w świetle gęstniejących problemów) zmiany. Mogłyby one dotyczyć choćby kodeksu karnego, kodeksu karnego wykonawczego i wielu innych. Cicho o nich, za cicho. Głośno za to o kompetencjach sędziów, składach sądów, kolegiów sędziowskich, powoływaniu, odwoływaniu itp., itd… Czyli – igrzyska.

Po drugie… Sięgnęłam do rzeczonej ustawy i porównałam ją ze znaną mi ociupinkę, obowiązującą od 2001 r. Ustawą o ustroju sądów powszechnych w celu znalezienia tego, co ma stanowić clue problemu.

Pierwsze wrażenie to takie, że naprawdę nie trzeba wielkich umiejętności, by nawet laik mógł postawić duże, a nawet ogromne znaki zapytania obok treści kolejnych art. ustawy z 20 grudnia. Nie zraziłam się jednak i czytałam dalej… Przyznam, nie do końca bo to, na co do pewnego momentu się natknęłam, wystarczyło do przeglądu sprawy. Należało więc to wszystko porównać z ustawą z 2001 r. Znaki zapytania postawione ołówkiem na boku notatek tylko się powiększały… wprost proporcjonalnie do źrenic moich oczu. Sięgnęłam więc po pewne opinie. W końcu mogę mieć mylne wrażenie, albo nie rozumieć pewnych prawnych konsekwencji danych zapisów, bo jestem tylko praktykiem prawa karnego wykonawczego, a nie prawnikiem, ani tym bardziej jego teoretykiem. Przebrnęłam więc przez opinię (z grudnia 2019 do projektu przedmiotowej ustawy) Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Zawęziłam się przy tym tylko do kilku kwestii. Pierwsza to przepiękna preambuła ustawy. Czytamy w niej m.in. „Uznając konieczność poszanowania trójpodziału… władz…”, „W poszanowaniu wartości demokratycznych…”, „Uznając, że każdemu powołanemu przez Prezydenta RP sędziemu należy zapewnić warunki godnego wykonywania zawodu…”

Dalej mamy już materialną rzeczywistość dla wytrwałych. Bańka szybko pęka, bo już w art. 1 wprowadza fundamentalne zmiany, które powodują przesuwanie decyzyjności – oczywiście w górę, czyli oddalanie władzy od ludzi. Z dotychczas obowiązujących zapisów o zgromadzeniach sędziów apelacji i okręgów uczyniono zgromadzenia li tylko sędziów sądu kolejno apelacyjnego i okręgowego. Co to oznacza? W zgromadzeniach tych nie będą już mogli uczestniczyć sędziowie wielu sądów w danym okręgu, a tylko jednego konkretnego sądu. Pozbawia to np. sędziów sądów rejonowych wpływu na uchwały podejmowane w ich okręgu, a mogące mieć dla nich istotne znaczenie. Wprowadzone zmiany dotyczą też składów tych kolegiów. Teraz w ich skład wejdą tylko prezesi konkretnych sądów – czyli już nie tylko oddalenie, ale i zawężanie gremiów decyzyjnych. Do kuriozalnej sytuacji może dojść w przypadku podejmowania decyzji w małych kolegiach, np. 3-osobowych. Do takiej sytuacji może dojść np. w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie, który zakresem swojej właściwości obejmuje tylko dwa sądy okręgowe. A zatem o podjęciu uchwały (w myśl przepisów potrzebna co najmniej połowa członków) decydować może… Uwaga – jeden głos. To w przypadku, gdy (dalej idąc za przepisem) w wypadku nieobecności jednego z prezesów, albo wyłączenia go z obrad z uwagi na opinię dot. jego kompetencji, de facto opinia jednej osoby będzie wiążąca.

Następnie. Zwrócił moją uwagę dodany art. 9c do ustawy, a brzmi on mniej więcej, że w razie niewyrażenia opinii przez kolegium lub zgromadzenie sędziów w dniu, na które wyznaczone było posiedzenie w celu jej wydania, opinię uważa się za pozytywną. Trudno to wytłumaczyć.

Dodano również art. 9d mówiący o tym, czego kolegium sędziów czy zgromadzenia nie może dotykać. Zatem „przedmiotem obrad nie mogą być sprawy polityczne, w szczególności zabronione jest podejmowanie uchwał podważających zasady funkcjonowania władz RP i jej konstytucyjnych organów” (???). Jakie są zasady „funkcjonowania władz RP”? I czym są przede wszystkim tzw. „sprawy polityczne”, których sędzia nie może podejmować. Czy są nimi np. kwestie związane z tworzonym prawem, które według sędziego będą niezgodne z obowiązującym prawem, Konstytucją, czy jakimkolwiek traktatem, czy czymś co luźno nazwać można sprawiedliwością społeczną itp., itd…

Dalej są kolejne kwiaty, jak opiniowanie kandydatów na sędziów (znów decyzyjność oddalono ku górze) i mocno zmodyfikowany art. 107 dotyczący odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów. Tutaj się mocno postarano. To, że wszyscy wykonujący zawód zaufania publicznego podlegają różnym rodzajom odpowiedzialność (karna, materialna, dyscyplinarna) to wiemy. No ale… sędzia ma odpowiadać również za – chociażby: „działania kwestionujące istnienie stosunku służbowego sędziego, skuteczność powołania sędziego, lub umocowanego konstytucyjnie organu RP” (???). Czy sędzia to funkcjonariusz umundurowanej służby, w ścisłej hierarchicznej strukturze, której zasadność istnienia wynika ze szczególnego charakteru wykonywanych zadań mających na celu np. natychmiastową likwidację zagrożenia dla życia, zdrowia lub niedopuszczenie do konfliktów, mogących godzić w przyjęty porządek? Raczej nie. A co z jedną z naczelnym zasad prawa – nullum crimen sine lege? Czyli, jak można karać (sędziów) za coś, co jest tak niejasne i to coś zostało umocowane ustawą…

Sędzia, w moim przekonaniu, ma być osobą niezawisłą, niezależną, o wysokim statusie społecznym, cieszący się autorytetem rzeczywistym, a nie tylko formalnym. A przede wszystkim ma mieć to poczucie niezależności, dlatego kiedyś ktoś wymyślił trójpodział władzy w demokratycznym państwie prawa, który polegać ma na tym, że władza sądownicza jest zupełnie odrębną. I nawet jeśli tworzone prawo może nie dawać jej różnych uprawnień (tutaj dyskusje można toczyć) to uważam, że powinna mieć niezbywalne prawo głosu, bo zajmuje się nieopisanie istotną częścią naszej rzeczywistości.

Oddalanie ludzi od uczestnictwa w procesie decyzyjnym nigdy nie kończyło się dobrze. Tak samo, jak nieliczenie się z opiniami innych. Dlatego tak oburza mnie ten kierunek.

Wypada napomknąć, że jak w każdym zawodzie, tak i w wielu zaufania publicznego, czyli wśród sędziów, funkcjonariuszy służb, wysoko postawionych urzędników, nauczycieli, psychologów itd. zdarzają się osoby, a nawet całe grupy ludzi, którzy nie mają predyspozycji do wykonywania danego zawodu. Nie oznacza to jednak, że wszystkich należy traktować tak samo, i zakładać na wszystkich to samo sztywne pudło. Zasady i ramy funkcjonowania w skomplikowanej rzeczywistości być chyba muszą, ale im węższe będziemy tworzyć ramy, tym zaufanie do tych drugich, innych, obcych itd. będzie mniejsze. A im mniej zaufania do człowieka tym gorzej. Nie mówiąc już wiele o tym jak niebezpieczne jest przejmowanie władzy przez bardzo ścisłe grono ludzi, czy wręcz jednostki.

Niepokojące jest, że to wszystko ponoć wiemy…

Dodaj komentarz