Wolność konstytucją osobistą czy nieosobistą wolą?

Kilka kluczowych pytań

Wolność wyboru, samostanowienia, decydowania, wolność indywidualna, polityczna, ekonomiczna, w końcu też wolność ludzkiej woli – tak trudnej do uchwycenia.

Wymiarów, znaczeń, zakresów jakie ma obejmować jest znacznie więcej, jak wymienione. Może dlatego była i jest przedmiotem zażartych dysput, stanowiąc nierzadko coś w rodzaju wytrycha do duszy tłumów, a tym samym atrybut jednostek lub całych systemów – od despotycznych, okrutnych, autorytarnych, konserwatywnych, przez demokratyczne, liberalne, po kolektywistyczne, socjalne czy anarchistyczne. Przekroju tego nie sposób spiąć jedną klamrą wolności.

Dlatego nie będziemy rozstrzygać czym wolność jest lub nie jest, ani jakie znaczenie ma dla formowania cech jednostek i systemów o zabarwieniu jak powyżej. To zadanie zbyt trudne i obszerne, które z pewnością będzie wielokrotnie podejmowane przez specjalistów znacznie głębiej osadzonych w przedmiocie. Wielu znakomitych już zresztą naukowców i myślicieli popełniło dzieła obszerne i poważne w tym temacie.

Z ich prac wynikają pewne szczególnie dziś cenne charakterystyki wolności, o które warto oprzeć się w próbie zdefiniowania tego słowa na nowo – skoro wzbudza tyle emocji w najważniejszych dziedzinach naszego życia, od bezpieczeństwa związanego z zachowaniem zdrowia, po wolność decydowania o sobie, swoim ciele, wybór stylu życia, które balansuje na co raz cieńszej linii oddzielającej to co indywidualne, od tego co wspólnotowe.

Ale, jak powiedziano wcześniej, nie temu będziemy tym razem się przyglądać. Na potrzeby chwili, czasu obecnego, silnej konfrontacji światopoglądów, co raz trudniejszego do uniesienia przez jedno społeczeństwo ciężaru spolaryzowanych pól i zmian zachodzących na naszych oczach, nie bez pominięcia przenikliwych myśli ludzi bezdyskusyjnie zasłużonych nauce, pada innego rodzaju pytanie. W formie krótkiej brzmieć może ono: Czy wolność osobista jest rzeczywiście immanentną cząstką ludzkiego bytu (bez względu na jej możliwe transcendentne pochodzenie), głęboko zakorzenioną w naszym istnieniu, niezbędną do życia satysfakcjonującego? A jeszcze skromniejszej: Czy wolność jest nam tak naprawdę potrzebna? Pojawia się tym samym pytanie sugerujące inny kierunek poszukiwań odpowiedzi, a brzmi ono: Czy wolność nie jest przypadkiem jedynie jedną z wielu cech naszego bytu, niezupełnie konieczną, stanowiącą (co historia uzmysłowiła wiele razy) walutę, przedmiot wymiany? To co zawiera się w tych pytaniach spróbujemy nieco rozwinąć, bo kwestia zdaje się niebagatelnie istotna dziś, a przez to warta podjęcia zanim dojdzie do wydarzeń zupełnie wymykających się naszemu rozumowaniu.

Wielki propagator idei wolności człowieka – humanista Erich Fromm popełnił sporo pesymistycznie brzmiących konkluzji, jak choćby ta: „Gdy za ucieczkę od samotności, zapłacić trzeba wolnością, dla wielu nie jest to cena zbyt wygórowana”. Mowa o samotności zarówno fizycznej, psychicznej, jak i moralnej. Odpowiedzią na te lęki były na przestrzeni wieków najróżniejsze (wydaje się, że często zupełnie intuicyjne) rozwiązania co do formy funkcjonowania społeczeństw, a wynikające jakby wprost ze stadnej ludzkiej natury. Swego czasu zwrócił na to uwagę Emile Durkheim, Karol Marsk czy George Sorel w swoim syndykalizmie.

Między przyczyną a skutkiem

Dziś kontekst samotności jest nadwyraz silny z bardzo wielu całkiem zrozumiałych dla nas mechanizmów funkcjonowania przestrzeni wspólnej, relacji międzyludzkich w świecie skomplikowanym, mechanicznym z dużą domieszką emancypacji, jak również alienacji. Jak twierdził E. Fromm wolność to taka część aktywności ludzkiej, której obszarem działania jest całe spectrum społeczno-ekonomiczne, ale jednocześnie kształtowane warunki czy procesy społeczne winny opierać się na elementach natury ludzkiej, ze wszystkimi jego cechami psychicznymi i fizjologicznymi. I tutaj, mimo pesymizmu co do ogólnego wyniku obrazu społeczeństw świata zachodu pierwszej połowy XX w. uważał, że szczęście, harmonia, wolność i miłość tkwią w tej naturze i to one dynamizują proces historyczny: „Ich niezaspokojenie wywołuje reakcje psychiczne, które w końcu tworzą warunki dopasowane do pierwotnych pragnień. Dopóki obiektywne warunki społeczne pozostają stabilne, charakter społeczny pełni przede wszystkim funkcję stabilizującą. Jeśli warunki zewnętrzne zmieniają się tak, że przestają już pasować do tradycyjnego charakteru społecznego, powstaje opóźnienie, które często sprawia, że charakter z czynnika stabilizującego staje się dezintegrującym, ze spoiwa społecznego zmienia się w dynamit”.

Taki pogląd potwierdzał by naszą wiarę w potrzebę wolności jako jedną z podstawowych właściwości naszej natury, co też często podpowiada nam nieświadomość w najróżniejszych, nawet najbardziej prozaicznych wydarzeniach życia codziennego. Ale to, co podpowiada, co można też nazwać intuicjonizmem, przez wielu jest krytykowane bo niesprawdzalne i odseparowane od praktyki. Nadto wielu twierdziło i twierdzi, że od zarania dziejów istnieją pojęcia o magicznej mocy przekazu, do których należy nie tylko wolność, ale i równość czy braterstwo. Wszystkie one, jako że bazują na uczuciach, namiętnościach, wyobrażeniach, czyli czymś labilnym i abstrakcyjnym jednocześnie dla wielu, są jedynie przedmiotem albo środkiem manipulacji, która doprowadza do wytworzenia określonych potrzeb wspólnych, symboli, aż w końcu idei – tego nieosiągalnego dla człowieka ideału stanu rzeczy.

Dowodem tego ma być zauważona przez Gustava Le Bona prawidłowość mówiąca, że ludzie znacznie się od siebie różniący mają podobne instynkty, namiętności i uczucia: „W wierze, polityce, moralności, uczuciach, antypatiach, upodobaniach, nawet najwybitniejsze jednostki rzadko wznoszą się ponad poziom, na którym stoją jednostki przeciętne. Między wielkim matematykiem, a szewcem może istnieć olbrzymia różnica rozwoju intelektualnego, ale ich charaktery albo nie różnią się wcale, albo tylko nieznacznie.” Między innymi w ten sposób G. Le Bon tłumaczy mechanizmy funkcjonowania społeczeństw, w którym nieświadome (a do tego oparte na silnych uczuciach) cechy charakteru społeczeństwa są kluczowe dla jego rozwoju i dalszych losów. Implikacją tego sposobu pojmowania człowieka jako właściwie bezdyskusyjnie związanego z epoką, miejscem i wielopokoleniowym ‘uzależnieniem’ od potrzeb ukształtowanych przez spuściznę narodową czy kulturową, jest wyraźne rozdzielenie tego co rozumowe, od tego co uczuciowe. Jego zdaniem, jak się wydaje, człowiek z natury toczy odwieczną walkę pomiędzy tymi dwoma jego własnościami, z których (jak można przewidywać) silniejszą są uczucia, stanowiące jednocześnie całe koło zamachowe rozwoju ludzkiego, choćby nawet z najbardziej niechcianymi i negatywnymi jego konsekwencjami. W tym świetle istotnie można by uznać, że wytwory kultury, w której wzrastamy i potrzeby ogółu (nawet jeśli nie są kompatybilne z osobistymi) biorą górę. Wówczas wolność nie musi stanowić o egzystencjonalnej podstawie życia. Może być tylko czymś w rodzaju zupełnie podrzędnego wobec ustawy czy Konstytucji zarządzenia lub tylko umowy ustnej, której w polskich realiach nie traktuje się z należytą powagą.

Przejawem dziś wyraźnie widocznym są popularne w kręgach ludzi związanych z naukami medycznymi (choć to niesprawiedliwie szerokie pojęcie) twierdzenia jak to, które stało się jednym z przyczyn powstania niniejszego tekstu, a oparte na ocenie skuteczności działania niektórych państw dalekiej Azji (do czego w dalszej części jeszcze na chwilę wrócimy) w walce z problemem epidemii: „Nie chodzi o prawa człowieka, lecz naukę, medycynę, ratowanie ludzkiego życia”. Teza o podobnym wydźwięku wprost nie pojawia się w mediach polskich, można też wątpić, czy w mediach pozostałych krajów wysoko rozwiniętych pada. Bo zdaje się, że jej ton jest jednak zbyt obnażający fakt, że pod postacią walki o ochronę zdrowia każdego (bez względu na osobiste oceny sposobów tej walki) kwestie związane z wieloma prawami i wolnościami w naszym życiu zeszły zdecydowanie i niekiedy drastycznie na dalszy plan. A co istotne, zdanie to zapisał doktor nauk medycznych, który odcina się od powszechnie przyjętych sposobów radzenia sobie z problemem epidemii – Ludwig Jacob, zarzucając im powodowanie niezrozumiałych restrykcji o konsekwencjach znacznie poważniejszych, jak te wynikające z samej choroby zakaźnej. Strach zatem wyobrazić sobie, jak pozostali, będąc silnie osadzonymi w swojej życiowej materii zawodowej, mogą pomijać konsekwencje działań wykraczających daleko poza ich obszar specjalizacji i zainteresowania.

Co warte podkreślenia, intencje są zapewne szczere, a hasła ochrony każdego życia istotnie trafiają – głównie do serc, czyli na grunt emocjonalny. Może stąd przyjęte powszechnie rozwiązania są takie, a nie inne. W nurt ten wpisują się ogromne części społeczeństw (i zupełnie nie ma tu znaczenia status) oczekując jednocześnie rozwiązań najszybszych, bez względu na koszta (i wcale nie chodzi nawet o te materialne), by przywrócić poczucie obowiązujących norm i porządku rzeczy, do którego przywykliśmy. Szybkie, albo nawet natychmiastowe działania są w organizacji życia publicznego w pełni uzasadnione w sytuacjach zupełnie niestandardowych, nieoczekiwanych, nagłych, o wielkiej sile rażenia. Jest jednak wielu, którzy przeczą, jakobyśmy mieli obecnie do czynienia z taką, która wypełnia wszystkie, albo choćby większość z tych kryteriów. Według nich przykre konsekwencje i liczne ofiary trudnej rzeczywistości i faktycznego problemu są wynikiem naszego (wspólnego zresztą) zaniedbania w obszarze publicznej służba zdrowia (którą ciężko nazwać dziś publiczną jak i powszechną), zlekceważenia wagi zachwiania delikatną równowagą pomiędzy światem człowieka a jego naturalnym otoczeniem, oraz zapomnienia o tym, że dbałość o własną formę fizyczną i psychiczną należy w dużej mierze do nas samych. L. Jacob słusznie stwierdził: „Większość z nas przeniosło odpowiedzialność za swoje zdrowie na system opieki zdrowotnej. Wiele osób wie więcej o samochodach, piłce nożnej i przecenach, niż o zdrowym stylu życia i sposobie odżywiania. Ludzki organizm to jednak nie samochód.”

Strony świata

Zdaje się, że kolebka owego zaniedbania, zlekceważenia czy zapomnienia (w wymiarze systemowym także), będąca dla nas przez dziesiątki lat wzorem do naśladowania, znajduje się dziś po drugiej stronie oceanu atlantyckiego – w USA. Wszyscy dostrzegamy, po doświadczeniach politycznych ostatnich lat, a zwłaszcza ostatnich miesięcy, że to żaden dobry wzór, a wiele milionów ludzi bardzo dawno temu wyjętych tam poza główny obszar społecznego życia, w tym ochrony zdrowia, którym nie zapewniono żadnej realnej wolności w systemie drakońskiej wersji liberalizmu i konsumpcjonizmu poniosło i ponosić będzie konsekwencje najpoważniejsze. W tym kontekście pytanie o wolność jako immanentną cechę ludzkiego bytu nabiera kolejnej barwy. W ogromnym skrócie wynika bowiem, że życie niemal niewolnicze (mimo, że osadzone we współczesnym, nowoczesnym społeczeństwie o wskaźnikach nieustannego od przeszło 10 lat wzrostu produktu krajowego brutto) toczy się bez większych przeszkód – być może jednak do czasu takich zachwiań, z jakimi mamy do czynienia dziś (wiara w to jest jednak mętna i słaba). To jeden ze światowych dowodów na pewne formy współczesnego zniewolenia, jakby powszechnie akceptowanego.

Drugim jest przykład z zupełnie innej części globu – Azji Południowo-Wschodniej, na czele z Koreą Południową czy Japonią. Tam, z takimi problemami jak epidemie chorób zakaźnych rządy radzą sobie sprawnie, bo posiadają silną legitymację społeczno-polityczną, oczywiście wynikającą z kultury i zakorzenionych wartości konfucjańskich, które (choć na przestrzeni dziejów przybierały postać kilku doktryn w funkcjonowaniu społeczeństw) opierają się (wprawdzie) na zasadach życzliwości, bezinteresowności, humanitaryzmu, rozumowego pojmowania, szacunku, umiłowania prawdy, czyli tym wszystkim co w naszym pojmowaniu zawarte jest w wolności, ale przy tym na zasadach silnej aprobaty dla poszanowania przyjętych zasad zwanych kiedyś ‘etykietami’, dążenia do ideału, profesjonalizmu, szczególnego upodobania do urządzenia stosunków ludzkich ściśle hierarchicznych zarówno w wymiarze rodzinnym jak i społecznym. Nakaz bezwzględnego posłuszeństwa starszemu (sanpai) sprawia, że w życiu codziennym są obszary, gdzie wolność nie jest realizowana z punktu widzenia jednostki. Dowodem tego jest kilka zapisów japońskiej konstytucji, a zwłaszcza art. 13 tejże, który przewiduje, że wszystkim obywatelom należy się szacunek jako jednostkom ludzkim, że nadrzędne są prawa do życia, wolności i dążenia do szczęścia, jednakże nie mogą one stać w sprzeczności z dobrem publicznym. I ten ostatni wymiar – dobra publicznego bywa niejednokrotnie rozważany pod kątem nadużyć władzy w stosunku do swoich obywateli.

Wbrew powszechnym opiniom Japonia boryka się z wieloma wewnętrznymi problemami, mimo że jest krajem bogatym, zaawansowanym technicznie i technologicznie, zapewniającym obywatelom bardzo dobrą opiekę medyczną z personelem pielęgniarskim liczącym sobie 1 mln 440 tys., co powoduje, że na jedną pielęgniarkę przypada 88 pacjentów – co jest jednym z lepszych wyników na świecie (w Polsce w 2016 r. na jedną pielęgniarkę przypadało 195 pacjentów, a co ciekawe w USA statystyki sprzed kilku lat były podobne w tym względzie do tych z Japonii, różnice polegały jednak na systemie i organizacji służby zdrowia), zapewniając też edukację na najwyższym światowym poziomie. Poza kłopotami w obszarze nadużyć władzy czy aparatu ścigania, istotnym jest problem, z którym boryka się ten kraj od bardzo dawna – wysokiego wskaźnika samobójstw. Japonia przodowała w liczbie skutecznych aktów suicydalnych na 100 tys. mieszkańców, choć koniecznie dodać należy, że nie tylko ona ma z tym nierozwiązany kłopot. Podobny dostrzega się we wspomnianej Korei Południowej, Chinach czy w Indiach. Rząd kraju kwitnącej wiśnie podjął po 2010 roku szeroko zakrojone działania systemowe. Dzięki nim obserwowany był przez następne lata powolny spadek przykrych statystyk, lecz jak się okazuje na przekrój kilku minionych lat kwestia powróciła ze wzmożoną siłą, także na skutek dzisiejszej pandemii (ostatnie dane mówią o tym, że w ciągu jednego miesiąca w Japonii zmarło więcej osób po samobójstwach jak z powodu powikłań związanych z wirusem przez cały rok). W warunkach japońskich najczęściej kobiety popełniają samobójstwo.

Czyli mimo, że Japonia wyjątkowo sprawnie radzi sobie z koronawirusem, nie musiała nawet sięgać po rozwiązania typu lockdown, to z kretesem przegrywa kolejną bitwę o zdrowie i życie psychiczne swoich obywateli, którzy popadają w depresję, lęki, poszerzające się poczucie osamotnienia. Nie trzeba szczególnej wnikliwości, by zorientować się, że do istotnych bezpośrednich czynników wzmagających problem należą, poza wspomnianą formą życia w pojedynkę i związanymi w nim zagrożeniami – fale internetowego hejtu oraz temat tabu, jakim mimo wieloletnich starań wciąż jest kwestia nie radzenia sobie jednostek z własnym zdrowiem psychicznym. Z kolei do pośrednich czynników należeć może światowy trend umiłowania materialnego, przedmiotowego podejścia do człowieka, a przede wszystkim brak wolności indywidualnej (będący zarówno przyczyną jak i skutkiem pewnych procesów), który w przypadku kultur dalekiego wschodu jest wyjątkowo mocno zakorzeniony w wewnętrznej strukturze – brak wolności nie na zasadzie często rozumianych możliwości rozwoju w ramach danego układu, czy obowiązujących w społeczeństwie norm, ale wolności opierającej się na pełnej świadomości samoistnienia, skomplikowanej, trudnej natury człowieka i pełnego poszanowania prawa do innego odczuwania w wielu wymiarach, jak nakazuje sądzić społeczny obyczaj.

Szczególnie dziś, gdy człowiek ma dostęp do wiedzy i doświadczeń innych ludzi z najróżniejszych kręgów kulturowych i odkrywa, że jego „ja” nie jest w pełni zgodne z oczekiwaniami świata zewnętrznego. Japońska wolność jawi się jako wolność stoicka, racjonalna, afirmująca świat, dostosowująca, powodująca jednakże odnajdowanie zadowolenia i spokoju wewnątrz, a im silniejsze są to tendencje, tym bardziej prowadzą do alienacji, a nawet negacji rzeczywistości wokół, której z uwagi na kanwy kulturowe nie przystoi podważać. Podobny mechanizm społeczny działa w Chinach, jednak (co jasne) w formie dla nas mniej dostępnej i możliwej do przyjęcia, a polegającej na umasowieniu i strywializowaniu wolności, wymuszeniu monotonii, która nie może iść w parze z naturalną potrzebą wolności – przyjąwszy, że ona istnieje.

W tym miejscu nie sposób pominąć, że (bez względu czy uważamy, że wolność jest niezbywalnym podstawowym atrybutem człowieka, czy też nie) życie społeczne z czasem ulega zmianie, a tradycje podlegają zniszczeniu: „Bez powolnego niszczenia tradycji, nie ma postępu. Trudność polega na znalezieniu równowagi między stałością, a zmiennością” – twierdził G. Le Bon. Zatem wolność, która miałaby się usadawiać w podstawach naszego bytu może być tu nieodzownym elementem poruszającym odwagę wewnątrz siebie, jak i na zewnątrz, może być siłą napędową niezbędnych (w pewnych okolicznościach historycznych i społecznych) zmian.

Wolność w polskich odcieniach szarości

Po rozważaniach na temat wolności w innych kręgach kulturowych, czas spojrzeć na rzeczywistość nam najbliższą. Choć będzie to jedynie rzut oka, bo wszyscy, mimo poczucia chaosu, dość dobrze orientujemy się w pewnych faktach – którym jednak nadajemy inną opowieść.

Z jednej strony występuje silne zjawisko, o którym mowa była wcześniej, polegające na oczekiwaniu rozwiązania zaistniałych problemów jak najszybciej, nieco nawet na zasadzie celu, który uświęcać ma środki, i który to cel niekoniecznie musi uwzględniać rozpiętości rzeczywistych potrzeb wielu, wśród których te związane z wolnością do samostanowienia i decydowania są wyraźne (w niektórych środowiskach bliższych myśli konserwatywnej dzisiejszy pęd ku negacji pewnych zjawisk wynikać może z poszukiwań swojego wyrazu wolności w rzeczywistości co raz bardziej otwartej, którą odrzucają – w tym świetle sytuacja zagrożenia epidemicznego jest tylko iskrą wzniecającą pożar niezgody na taki, a nie inny świat).

Z drugiej strony mamy władzę co raz silniej usposobioną konserwatywnie, radykalnie nacjonalizującą istotne obszary życia, oczekującą konformizmu posuniętego na skraj tego, co może być dźwigane barkami współczesnego człowieka poszukującego rozsądku, sprawiedliwości, dobra, czy wolności właśnie, bo zdającego sobie sprawę z wielowymiarowości naszych istnień.

Nie sposób już pogodzić dążeń tych ludzi z narzuceniem niemal najbardziej restrykcyjnego prawa antyaborcyjnego w świecie. Prawem tym (a prawo skostniałe, nieprzystające do charakteru społecznego i zmian w tym względzie prędzej czy później także musi ulec kompletnemu przeformatowaniu) stawia się sztucznie blokadę w procesie obejmującym cały świat, który trwa od przeszło 100 lat, i którego nie można już zatrzymać – wielce zaskakujące jest, że władza nie potrafi tego zrozumieć. Kobietom odbiera się z pewnością coś, co bez względu na źródło, polega na wolności. Podstawowym wyrazem wolności jest uczestniczenie w procesie decydowania o sobie, swoim ciele, zdrowiu i życiu. A proces ten jest przejawem świadomego rozumowania miejsca i sensu własnego istnienia, jest aktywnością – tak charakterystyczną dla natury ludzkiej, w poszukiwaniach, w budowaniu, tworzeniu, w rozwiązywaniu najróżniejszych zawiłości życia. Świadomość ta (jeśli sama z z niej nie wynika), to co najmniej zawiera w sobie wolność, a ta musi polegać na dokonywaniu wyborów, szczególnie gdy sytuacja dotyka w sposób najbardziej z możliwie wyobrażonych – bezpośrednio danej osoby. Nie podobna myśleć inaczej.

Co więcej nie należy zapominać czym jest dokonywanie świadomego wyboru – jest procesem. Czymś, co winniśmy szalenie pielęgnować w rzeczywistości, w której tyle czynności podejmujemy nawykowo, mechanicznie, co nierzadko prowadzi do odczuwania biegu życia jakby było tylko cieczą przelewającą się przez palce rąk. A proces wiąże się z aktywnością rozłożoną w czasie i zawierającą wiele istotnych elementów absorbujących umysł począwszy od identyfikacji problemu czy zagrożeń, poprzez zbadanie faktów, zebranie możliwych alternatyw, skonfrontowanie okoliczności z systemem wartości, po podjęcie decyzji uwzględniającej to wszystko, a nader dyspozycje psychiczne i niezbywalne prawo człowieka do ochrony i obrony własnego zdrowia oraz życia w sposób dla niego najbardziej odpowiedni. Inne ujęcie prowadzić może do niebezpieczeństwa okrutnego, nieludzkiego i poniżającego traktowania jednostki ludzkiej. A jeśli dzieje się to za sprawą występujących w charakterze urzędowym przedstawicieli wspólnoty – tym gorzej dla wszystkich stron. Prowadzi to, jeśli nie do zapaści lub katastrofy wspólnoty społecznej, to do czegoś, co już można nazwać stanem bliski rewolucji, a te pochłaniają (o czym dowiadujemy się znacznie po czasie) ofiary, jakich można byłoby uniknąć. Brak roztropności w życiu polityczno-społecznym nie jest jednak zmorą tylko polskiej rzeczywistości.

Bliżej wolnościowej konstytucji

Ze wszystkich dotychczasowych rozważań, poszerzających pytania ze wstępu, wynika, że wolność miewała i miewa wiele twarzy i z pewnością nie każdy rozumie ją tak samo, a w szerszym społecznym zasięgu w dużej mierze jej sposób wyrażania czy przywiązania do niej zależy od spuścizny kulturowej, religijnej, przeobrażeń ideowych i doświadczeń poprzednich pokoleń. W czasach bardzo odległych wolności, o jakiej obecnie rozpatrujemy, nie było w ogóle, a występowanie przeciw instytucjom traktowano jako zbrodnię. Znacznie później, czyli w czasach, w których spisywanie historii było dość rzetelne, w imię „wolności i braterstwa” jakobini zaprowadzili wyjątkowo krwawy despotyzm, który (jak się później okazało) był namiastką okrutnych przyszłych zdarzeń polegających na zaprzęganiu całych mas ludzi do czynów haniebnych, morderczych o skali niewiarygodnego bestialstwa. Co ciekawe, jeszcze zaledwie 100 lat temu próby samobójcze były czynami zakazanymi i penalizowanymi na całej szerokości globu.

Odpowiedź sugerująca, że wolność jest środkiem wymiany, handlu innymi wartościami i bywa tylko sposobem realizacji podstawowych funkcji życiowych, których celem jest biologiczne przetrwanie mogą uzasadniać niektóry wątki tu poruszone oraz użytecznościowa interpretacja wolności przez samozwańczych przywódców znanych wszem i wobec. Być może owy utylitaryzm jest objawem nie raz wspominanej tendencji również współczesnego człowieka do nadinterpretowania, do czynienia ponad ‘normę’, śrubowania wyników, pomnażania efektów, wytyczania celów trudno osiągalnych, które stają się jednocześnie samoistnym przymusem. Znamienne, że takie działanie, które można by nazwać nadwolnością („robię, bo mogę”) może być psychologicznym produktem podwolności, czyli jej rzeczywistego braku. Ponadto, co wypada podkreślić, nadaktywność nie jest zbyt przenikliwa.

To z kolei prowadzi na drogi pozytywnej odpowiedzi na postawione pytanie o to, czy wolność jest własnością absolutnie podstawową w życiu człowieka, stanowiąc konstytucję, podstawę, budulec kolejnych warstw dyspozycji psychicznych i nadbudowy osobowościowej. Lecz tutaj, jako że jesteśmy istotami społecznymi, nie sposób pominąć znaczenia siatki społecznej. To ona przecież stwarza warunki i owszem – często decyduje bezpośrednio o sposobie wyrazu wolności lub jej zupełnym braku. Jest jednak jeszcze to co pośrednie, o czym napomknięto na przykładzie krajów azjatyckich. Mechanizm ten tak samo odnosi się do wielu innych społeczności, lecz konsekwencje uwydatniają się inaczej – w zależności od charakteru społecznego, który kiedyś uzależniano w sporej części od różnic rasowych. Dziś, po kolejnych pracach badawczych nad genami, aspekt ten zniwelował zwoje znaczenie, co tym bardziej nakierowuje na pewne własności wspólne wszystkim ludziom.

Do nich może należeć wolność. Sugeruje to Jan Hartman wskazując, że ludzkimi działaniami kierują trzy wielkie marzenia: wyzwolenie, prawdziwa miłości i samoświadomość. Do żadnych z tych marzeń człowiek nie mógłby dążyć gdyby nie wrodzona podstawa polegająca na odpowiednim kierowaniu swoim życiem, wybieraniu właściwych dla siebie dróg. Dzięki podejmowaniu aktywności, a także poddawaniu się spontaniczności i próbie zrozumienia swoich słabości, człowiek urzeczywistnia siebie w świecie. Wszystko w takim ujęciu jest bardziej realne i ma większy egzystencjalny sens.

Wolność ściśle wiąże się też z odwagą i być może na tym tle wypadamy dosyć blado, bo strach przed brakiem akceptacji, odrzuceniem, a kiedyś istotnie realnym zagrożeniem życia, powodował i powoduje nieświadomy przymus ‘zlewania się’ z otoczeniem. Odwaga nie polega jednak na czynie heroicznym, spektakularnym (poza rzadkimi sytuacjami, w których określone zachowanie nie musi wynikać z odwagi lecz na przykład przekonań, utożsamionych wartości) – to wyryte w naszych głowach symbole i wizje tworzone przez jednostki, którym dodatkowo tłumy dodawały aureoli ideału. Nie ma to wiele wspólnego z życiem. I nie tędy droga, by odważyć się raz (niekiedy pod wpływem sugestii), zyskać popularność, splendor, poważanie, albo złudne poczucie sprawczości… Odważać się codziennie w najprostszych życiowych meandrach jest istotą wolności, rozwoju i wzrostu moralnego człowieka. A to – fakt, ciężka praca.

Nie wiemy na pewno, czy skłanianie się do nadania wolności atrybutu niemal absolutnego jest właściwe, ale niewiedza, nie może powodować błędu zaniechania czy lekceważenia. Tym bardziej, że chodzi o delikatną strukturę ludzkiego bytu, zarówno w wymiarze fizycznym, psychicznym, jak i duchowym. Wszystkie te płaszczyzny życia człowieka są tak samo ważne, o czym każdy kto decyduje się na ambitne plany zarządzania życiem ogółu winien pamiętać – to mało powiedziane.

W tekście wykorzystano treści, informacje i cytaty zawarte m.in. w poniższych publikacjach:

– E. Fromm – 'Ucieczka od wolności’, wyd. Warszawa 2008
– E. Fromm – 'Zdrowe Społeczeństwo’, wyd. Kraków 2017
– G. Le Bon – 'Psychologia tłumu’, wyd. Kraków 2021
– A. Schopenhauer – 'O wolności ludzkiej woli’, wyd. Kraków 2019
– J. Hartman – 'Pochwała wolności’, Kraków 2020
– K. Gawlikowski – 'Nowa batalia o Konfucjusza’, Warszawa 1976
– L. M. Jacob – 'Koronawirus – 'Poradnik samopomocy. Rozsądny środek pomiędzy lekceważeniem, a strachem’, Warszawa 2020
– M. Harris – 'Niekapitalny kapitalizm’ – Przekrój nr 3/2020
– M. Depta – 'Prawa i wolności konstytucyjne a działanie japońskiej policji’ – Czasopismo naukowe Acta Erasmiana XI (2016) – Uniwersytet Łódzki
– Rocznik statystyki międzynarodowej 2018 – Główny Urząd Statystyczny – https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/roczniki-statystyczne/roczniki-statystyczne/rocznik-statystyki-miedzynarodowej-2018,10,6.html
– B. Hołyst – 'Zapobieganie samobójstwom – imperatyw ogólnoświatowy’, red. n. wyd. polskiego – Instytut Psychiatrii i Neurologii, Warszawa 2018
– M. Urzędowska – 'Więcej samobójstw w miesiąc niż ofiar COVID-19 w rok’ – wyborcza.pl 29.11.2020

Dodaj komentarz